Up

Wczoraj były moje 30. urodziny. Dzień jak co dzień, była cudowna pogoda, ale to raczej nie z tej okazji, chociaż miło tak pomyśleć. Poza tym nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Nie obudziłam się z bólem kręgosłupa, siwym włosem czy zmarszczkami. Dostałam kwiaty i masę życzeń, ale to tylko taka miła tradycja. Imprezy robić nie zamierzam, bo mi nie zależy. Jednak z moich 30. urodzin cieszę się dużo bardziej niż z 18., wiecie czemu?

Jak miałam naście lat to wydawało mi się, że ludzie po trzydziestce to już staruszkowie, tacy poważni i zasadniczy. Zaskakujące jak bardzo ten punkt widzenia zmienia się z biegiem lat. Chociaż wydaje mi się, że ogólne postrzeganie ludzi w tym wieku dość mocno się zmieniło, dzisiejsze trzydziestki różnią się od tych sprzed 15 lat. Szczerze myślę, że życie zaczyna się dopiero w okolicach trzydziestu lat. Osiemnaste urodziny to tylko prowizoryczna dorosłość, poza dowodem osobistym i resztą papierologii, za wiele się nie zmienia. W głowie dalej miałam fiu bździu, mało kto traktował mnie poważnie, a piwo i tak mogłam już wcześniej sobie kupić. A teraz? Nie palę, piję bardzo rzadko, za to wreszcie czuję, że zaczynam żyć swoim życiem, według moich reguł.

Długo zastanawiałam się czy w ogóle publikować ten artykuł, bo o wnętrzach nie ma tu ani słowa, żadnych zdjęć ani merytorycznych wskazówek. Ale wydaje mi się, że już czas abyście poznali mnie ciut lepiej, a nawet podzielę się swoimi małymi sekretami, także nawet ci co znają mnie osobiście, mogą być zaskoczeni. Również dla mnie to takie fajne podsumowanie tych lat i pamiątka …miło będzie (lub śmiesznie) wrócić do niej za 10 lat i porównać czy, lub jak bardzo coś się zmieniło. Więc jeśli macie ochotę dowiedzieć się czegoś „zza kulis” tylko o mnie to zapraszam do lektury.

30 FAKTÓW O MNIE

#1 ŻAL

W sumie to nie żałuję niczego, bo wszystko w naszym życiu wydarza się w jakimś celu. Szkoda naszych nerw i czasu na zastanawianie się nad tym co by było gdyby. Wszystko co się robi musi być zgodne z naszym sumieniem a wtedy nie będzie okazji do gdybania. Robiłam oczywiście w życiu głupie rzeczy i jakimś cudem nie ucierpiałam przy tym. Przynajmniej nie żałuję, że je zrobiłam, bo głupot też trzeba doświadczyć, wiem, że one też mnie dużo nauczyły a i wtedy czułam, że korzystam z życia w pełni. No i mam fajne wspomnienia!

#2 CZEPEK

Jestem ewidentnie w czepku urodzona, czuwa nade mną Anioł lub inna Opatrzność, jak zwał tak zwał. Fakt faktem, że nic złego lub mega przykrego w życiu mnie nie spotkało. Oczywiście były smutne sytuacje jak śmierć w rodzinie, złamana ręka czy kłótnia z przyjaciółką, moją bratnią duszą, ale widać tak miało być. Trzeba wyciągnąć wnioski i żyć dalej. Dopóki wszyscy w rodzinie są zdrowi i nie ma większych problemów to trzeba cieszyć się z tego co się ma i doceniać nawet najdrobniejsze rzeczy!

#3 DAR

Mam pewien dar: zapominania przykrych sytuacji. Wymazuję wszystko z pamięci co nie jest tego warte, nie rozpamiętuję i nie trzymam urazy. Mówi się, że pozytywne myślenie przyciąga pozytywne sytuacje i na odwrót, więc dla mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna. Kiedyś nawet, przy okazji spotkania klasowego, starzy znajomi wspominali jakieś sytuacje z życia szkoły a ja czułam się jak w jakimś filmie, kompletnie nie wiedziałam o czym oni mówią. Może mam po prostu krótką pamięć lub to ten dar wyparcia.

#4 STRES

Mam za to pewną przypadłość, której zupełnie nie potrafię się oduczyć. A mianowicie na stresujące sytuacje reaguję uśmiechem lub wręcz śmiechem. Przy okazji oczywiście jeszcze czerwienię się jak burak, ale to bardziej z względu na ten uśmiech, bo próbuję się powstrzymać, wiem że to źle wygląda, nic z tego nie wychodzi i jest jeszcze gorzej. Największa lipa chyba była jak kiedyś miałam poważną rozmowę z szefową, ona coś do mnie miała i naskoczyła na mnie, ja zaczęłam się uśmiechać, więc ją to jeszcze bardziej wnerwiło. Rozmowa nie skończyła się zbyt owocnie, ja niedługo potem zwolniłam się, oczywiście nie z tego powodu. Ale to była moja jedna z lepszych decyzji, bo przyniosło same radości w rodzinie. Ona była wyjątkową zołzą, a ja sorry nie mam ochoty tracić zdrowia i czasu na współpracę z takimi ludźmi. Szkoda życia na przebywanie z toksycznymi ludźmi!

#5 MOJE SZCZĘŚCIA

W miesiąc po zwolnieniu się z powyższej pracy, zaszłam w ciążę i jestem przekonana, że gdyby nie ta decyzja to naszego synka nie byłoby tak szybko. Pierwsze dziecko urodziłam jak miałam 25 lat a córkę jak miałam trochę ponad 27. Cudowne lata do rodzenia dzieci, bo ma się jeszcze tą młodzieńczą witalność, ciało dość szybko się regeneruje a i w głowie ma już się dużo poukładane. Bycie mamą to największe szczęście jakie mnie w życiu spotkało. Bywało, jest i na pewno będzie ciężko, ale ilość superlatyw przewyższa i rekompensuje wszelkie niedogodności. Nie będę oryginalna, jeśli stwierdzę, że mam cudowne dzieci, ale muszę przyznać, że wiele im zawdzięczam. Każdego dnia uczę się jak poskramiać swoje demony (wybuchowość i cierpliwość), kompletnie zmieniły się priorytety, ale i sama z siebie czuję się mega dowartościowana, bo wiem że mam w życiu gigantyczną misję do spełnienia – wychowanie ich na dobrych ludzi!

#6 WSIĄŚĆ DO POCIĄGU …

Jak każdy mam gorsze chwile w życiu, bo dzieciaki już włażą na głowę, bo mąż ma w nosie, bo mi się coś nie udało, itd. Wszystko we mnie narasta a wtedy mam ochotę spakować się, trzasnąć drzwiami i wsiąść do pociągu, najlepiej jadącego nad morze. Pewnie bym ryczała całą drogę albo wysiadła na pierwszej stacji, no cóż nie wiem, nigdy tego nie zrobiłam i znając siebie pewnie nie zrobię. Jakby co, to wiecie gdzie mnie szukać ;) Ale w takich sytuacjach muszę się odizolować, zająć głowę zupełnie czymś innym, kilka razy mocno odetchnąć i nastawić się z powrotem na pozytywne myślenie. Bo co innego można zrobić? Depresja nie jest w moim stylu! Po każdej burzy wychodzi słońce ;)

#7 MEDYTACJA

Ostatnimi czasy odkryłam fantastyczną rzecz – medytację! Zawsze kojarzyła mi się z budda – świrami :P, kwiatem lotosu i ciągłym powtarzaniem „ommm”. A tu okazuje się, że medytacja może być lekka i przyjemna. Jestem mega nierozciągliwa, więc o lotosie mogę zapomnieć, ommm nie mam zamiaru mruczeć ani przechodzić na buddyzm. Sama z siebie też nie potrafię się na tyle wyciszyć, ale bardzo pomaga mi w tym aplikacja Headspace, próbowałam wiele innych i ta jest zdecydowanie najlepsza. Ale jeśli znacie inne równie dobre to dajcie znać! Sami spróbujcie (pierwsze 10 sesji jest za free) i sprawdźcie czy to na was działa. Mnie to niesamowicie odpręża, głos tego „Pana” jest mega relaksujący, a po kilku minutach śpię jak bobas całą noc. Zawsze miałam problemy z zasypianiem i często budziłam się również w nocy, dlatego tak bardzo jestem zadowolona z medytacji!

#8 HORROR

Jeśli chodzi o sen, to miałam w pewnym okresie, horror, który powtarzał mi się, z uporem maniaka, co noc. Nie dość, że był absolutnie przerażający, ginęłam śmiercią tragiczną za każdym razem, budziłam się zlana potem i nie mogłam zasnąć przez kolejne pół nocy. To najgorsze było to, że śniło mi się to non stop przez jakieś 4 miesiące i to zaraz po urodzeniu synka, więc nie dość, że byłam nie wyspana przez dziecko to jeszcze te sny. Masakra! Wpadłam w taką schizę, że nie wychodziłam z domu przez pierwsze pół roku (nie licząc spacerów blisko domu), bałam się, że coś mi się stanie i osierocę dziecko. Jednak pewnego dnia sny się skończyły, nie wiem jak i czemu, ale więcej się nie powtórzyły. To był mega mroczny okres w moim życiu, z jednej strony kochany synek, który i tak dawał w kość i na dokładkę te sny. Niedawno czytałam, że we snach jesteśmy swoim alter ego i śni nam się to co w realnym świecie nigdy byśmy nie zrobili …ufff!

#9 SOWA

W samym spaniu nie pomaga mi też mój sowi tryb życia. Uwielbiam siedzieć po nocy, mam wtedy spokój, czas tylko dla siebie, dobrze mi się pracuje czy relaksuje. Zawsze tak miałam, czy to się uczyłam czy czytałam książki. Mój właściwy dzień zaczyna się w okolicach godziny 16 i zdarzało się, że potrafiłam siedzieć do 5 nad ranem, jak w coś się wkręciłam, przespać się do 9 (całe szczęście dzieci lubią sobie pospać) i tak na okrągło. Od nowego roku szkolnego już zmuszam się do wcześniejszego pójścia spać, ale w wakacje to to była norma. Ciekawe czy po trzydziestce dalej będę dawała radę tak siedzieć po nocach? :P

#10 KINO

Ciekawi jesteście co można robić do tak późna? Ja uwielbiam oglądać filmy i seriale. Z filmem prościej, bo jak się skończy to łatwiej wyłączyć i pójść spać, ale seriale to moja zmora …nie potrafię wyłączyć jak zżera mnie ciekawość co wydarzy się w następnym odcinku. Potrafiłam obejrzeć kilka, kilkanaście odcinków pod rząd i w ten sposób, nie wiadomo kiedy, zaczyna świtać za oknem. Seriale oglądam głównie te amerykańskie super produkcje: Gra o tron, Suits, House of Cards, Orange is the new black. Ze starszych uwielbiałam: Przyjaciół, Dr House, Gotowe na wszystko, Sex w wielkim mieście, czy mój serial, na którym się wychowałam Beverly Hills 90210. Niestety polskich seriali w ogóle nie oglądam, bo nie lubię, poza tym ostatnio w ogóle nie oglądam telewizji.

#11 YT

Od chyba dwóch lat namiętnie oglądam filmiki na YouTubie. Jestem w szoku jak fantastycznie to się rozwija, jak dużo ciekawych treści można tam znaleźć, jak wysokiej jakości są to produkcje, tworzone przecież przez zwykłych, często pojedynczych ludzi. Telewizja schodzi do lamusa i już nic nie da rady z tym zrobić. Moi faworyci? W kolejności alfabetycznej: 20m2 (Łukasz Jakóbiak), Alex IkonnCloudyApplesKarol PaciorekMateusz GrzesiakMimi Ikonnnissiax83raaadzkaTheUwagaPiesWłodek Markowicz – ostatnia dwójka, absolutni ulubieńcy. Każdy z nich jest inny, każdy prowadzi kanał na inny temat, każdy jest wyjątkowy i na najwyższym poziomie. Dla rozrywki czasami oglądam jeszcze typowo babskie kanały, ale te powyższe są obowiązkowe. Może znacie jeszcze inne warte polecenia?

#12 KSIĄŻKI

Uwielbiam też czytać książki, wręcz nie mogę zasnąć jak chwilę przed snem nie poczytam. Kupuję rzadko, bo jestem zapisana do biblioteki publicznej i do większości, która mnie interesuje mam darmowy dostęp. Jednak są trzy książki, które wywarły na mnie ogromne wrażenie, wręcz zmieniły moje życie i wydaję mi się, że każdy powinien je przeczytać i mieć je w swojej domowej bibliotece:

Książka z przeszłości: „Pamiętnik narkomanki” Barbara Rosiek – przeczytałam ją gdy miałam około 12 lat i autentycznie bałam się i byłam porażona tą treścią, na tyle skutecznie na mnie wpłynęła, że nigdy w życiu nie spróbowałam żadnego narkotyku, brzydzę się nimi i jestem przekonana, że gdyby nie ta książka mogłoby być inaczej. Miałam wielokrotnie możliwość, widziałam jak znajomi brali i jak się staczali. Jeśli masz dziecko to jest to lektura obowiązkowa!

Książka z teraźniejszości: „Obudź w sobie olbrzyma” Anthony Robbins – czytałam ją niedawno i jestem przekonana, że jeszcze nie raz do niej wrócę. Ogromna (również objętościowo) dawka pozytywnej energii, mega motywujące, bez lania wody, tylko konkrety. Nie bez przyczyny jest takimi bestsellerem od kilkunastu lat. Co mnie też mile zaskoczyło, to jest wiele odniesień do polskiej historii, jako motywujące przykłady potwierdzające, że dla chcącego wszystko jest możliwe.

Książka ku przyszłości: „4 – godzinny tydzień pracy” Timothy Ferriss – tytuł brzmi jak utopia, ale jest możliwa i ja właśnie do czegoś podobnego dążę w życiu. Świetnie napisana, przeczytałam jednym tchem i dała mi również fantastycznego kopa na przyszłość. Ci, którzy myślą o swojej działalności lub mają dość pracy w typowej korporacji, koniecznie muszą ją przeczytać. Mnóstwo porad, ciekawych przykładów i historii z życia wziętych. Niestety są to realia amerykańskie, ale przecież „Polak potrafi”!

#13 BIZNESWOMEN

Powodem dlaczego tak lubuję się ostatnio w książkach o rozwoju osobistym jest fakt, że zawsze widziałam siebie jako bizneswomen. Absolutnie nie taką z korporacji, tylko z własną, mniejszą lub większą, firmą i konsekwentnie do tego dążę. Co to będzie, na razie pozostawię dla siebie, ale na pewno się o tym dowiecie, w odpowiednim czasie. Zaraz powiecie, że 30 lat to późno. Ja zawsze marzyłam o rodzinie w takim wieku jakim miałam i to mi się spełniło a na biznesy zawsze będzie czas. Jestem przekonana, że jeśli byłoby na odwrót to albo jedno albo drugie by nie wyszło …wszystko dzieję nie bez przyczyny!

#14 MOŻE MORZE

Mimo, że jestem warszawianką z krwi i kości, to zawsze chciałam i ciągle chcę mieszkać nad morzem. Nie wiem czy będę miała odwagę kiedyś to zrobić, domek letniskowy na pewno, ale żeby tak na stałe?! Hmm trochę szkoda mi mojej Warszawy, może chociaż na starość ;) Uwielbiam morze, więc może kiedyś …

#15 A MOŻE INNE MORZE

Marzyłam również kiedyś o mieszkaniu za granicą, najbliższe memu sercu są Włochy, nawet kiedyś uczyłam się tego języka z takim zamiarem, byłam tam kilka razy i za każdym razem jestem zauroczona. Wiem, że co innego wakacje a co innego mieszkanie na stałe, ale myślę, że tam był się odnalazła.

#16 WIATRAK

Inną opcją jaką rozważałam była Holandia ;) Kiedy poznaliśmy się z mężem, to on mieszkał wtedy w Holandii około 10 lat, więc dość często tam do niego latałam. Również jestem miło zaskoczona tym krajem, mili ludzie, fajna architektura, klimat, tylko język trochę lipny. Zwiedziliśmy razem pół kraju i każda jego część jest wyjątkowa, ale gdyby tak mieć mieszkanko w Amsterdamie to byłoby cudnie.

#17 WYPRAWY

Na swojej liście „before I die” jest również kilka miejsc, które koniecznie chciałabym zwiedzić: USA (najlepiej wszystkie stany), Australia i Nowa Zelandia, w dalszej kolejności RPA i kraje skandynawskie oraz bardziej przyziemne jak Hiszpania czy Wielka Brytania.

#18 AUTO

Uwielbiam jeździć samochodem! Czy to po mieście czy gdzieś dalej i to nie tyle co jeździć a bardziej prowadzić. Robię to dobrze, pewnie i z przyjemnością, może dlatego, że nie stoję codziennie w korkach i mam przez to więcej cierpliwości. Prawko zdawałam trzy razy, ale to o niczym nie świadczy :P Mam prawko 8 lat i ani razu nie zatrzymała mnie policja i nie miałam żadnego wypadku (obtarcia tak) ;)

#19 MAŁA BASIA

Kim chciała zostać mała Basia? Myślałam, że będę siatkarką albo tancerką, niestety rodzice nie zauważyli mojego potencjału :P Obiecałam sobie, że moim dzieciom nie będę odmawiała ich pasji, jeśli im się odwidzi to nie ma problemu, ale postaram się, żeby mieli poczucie spełnienia.

#20 PASJA

Jedno co mi pozostało z tych młodzieńczych planów, to zamiłowanie do sportu. Nie uprawiam niczego wyczynowo, jedynie dla przyjemności i lepszej samooceny. Same dyscypliny przychodzą do mnie falami, czasami nic nie robię, ale uwielbiam to uczucie kiedy się ćwiczy. Czy to była jazda na rowerze czy gra w squasha czy zwykła siłownia, to po prostu lubię się zmęczyć. W tamtym roku przekonałam się do biegania, ale przeziębiłam się, zaraz przyszła zima i niestety zaprzestałam. Teraz ciężko mi wrócić, bo kondycja siadła, ale odkryłam fantastyczną aplikację, którą absolutnie uwielbiam i wiem, że dzięki niej wrócę do idealnej formy. Nazywa się Seven – mega prosta, ale bardzo motywująca. Wystarczy 7 minut dziennie, chociaż w miarę jedzenia apetyt rośnie, teraz spokojnie robię 3 serie pod rząd, ale nie ma już wymówek, że nie mam czasu! Polecam :)

#21 SZPILA

Uwielbiam również chodzić w szpilkach i od kiedy dzieciaki podrosły i nie trzeba ich nosić na rękach, to przy każdej możliwej i stosownej sytuacji, zakładam buty na obcasie. Może nie koniecznie cieniutkie szpileczki, ale obcas musi być. Jestem dość wysoka (173 cm), wybredna co do wyboru butów, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, lubię i już. Męża mam wyższego od siebie, więc mogę sobie pozwolić :)

#22 PAPLA

Czego nie lubię, to paplania przez telefon! O ile nie mam problemu z załatwieniem czegoś przez telefon czy ze zwykłą rozmową, ale w jakimś konkretnym celu, to już mam problem z gadaniem godzinami o wszystkim i o niczym. Wieki tego nie robiłam i nie będę, wolę napisać maila czy tak po prostu gawędzić na messengerze. Na gadanie przez telefon szkoda mi czasu.

#23 ZAZDROŚĆ

Zazdroszczę tylko jednej rzeczy i to dzieciom! A mianowicie, niepohamowanego, do rozpuku, zarażającego i bezsensownego śmiechu! Aż dostaje się czkawki :) Dorośli z wiekiem tracą ten dar …i wielka szkoda! Ja nie pamiętam kiedy ostatnio tak się śmiałam.

#24 INNA

Jestem introwertyczką ze skłonnościami ekstrawertyka. Lubię swoje towarzystwo, lubię siebie i nie mam problemu, kiedy zostaję sama w domu (dawno już się to nie zdarzyło), ale uwielbiam również spotkania ze znajomymi, dobrze czuję się nawet w większym gronie i chętnie robiłabym to częściej, ale nie zawsze wychodzi. Chociaż duszą towarzystwa absolutnie nie jestem!

#25 PRZYJAŹŃ

Przyjaciółkę od serca mam jedną i jest fantastyczna, ale ja sama jestem kiepską przyjaciółką. Zapominam o jakiś ważnych datach, zaniedbuję, mieszkamy daleko od siebie, więc nawet na kawę zaprosić nie mogę. Znajomych też często zaniedbuję, nie wychodzę z inicjatywą spotkania, zawsze obiecuję sobie, że to się zmieni a później przychodzi codzienność. Także przepraszam Was kochani!

#26 KUCHNIA

Gotować nie lubię, wolę już piec, ale jak już to robię to przynajmniej się staram. Uwielbiam kuchnię włoską i wszelkie desery, mam kilka popisowych dań i wypieków, ale nie przepadam za tym. Już wolę ogarniać cały dom, gotowanie zajmuje się moja mama.

#27 KĄT

No właśnie, ciągle mieszkamy z moimi rodzicami. Kiedyś budowało się wielopokoleniowe domy, jest to wygodne i praktyczne, ale ciągle marzę o swoim własnym kącie, na własnych warunkach. Wiem, że kiedyś to się spełni, pytanie czy wolniej czy szybciej. I raczej to będzie jednorodzinny dom!

#28 RODZINA

Jestem rodzinna, ale bez przesady. Lubię rodzinne spotkania, ale nie za często. Fakt faktem, że rodzinę docenia się dopiero jak założy się swoją lub jeśli jej zabraknie! Rodzina to ogromna wartość, także nie czekajcie na nie wiadomo co, nigdy nie ma właściwego momentu. Jeśli tylko czujecie, że ta druga połówka jest warta takiej relacji to nie ma się co zastanawiać. Nikt nie obiecuje, że będzie łatwo i kolorowo. Ja już wiele razy miałam wątpliwości czy warto to ciągnąć, ale z każdego konfliktu można wyjść . Rozwód nie wchodzi w rachubę! Jesteśmy po ślubie równo 8 lat i tak dalej będzie do grobowej deski ;)

#29 ZWIERZĄTKA

Zwierzęta lubię, ale z rezerwą. Kiedyś w naszej rodzinie zawsze były koty i psy, jak synek się urodził, to nasz kot strzelił focha i uciekł, od tamtej pory nie mieliśmy kotów, a nasz staruszek psina, niedawno umarł ze starości. Dzieciaki wręcz przepadają za wszelkimi zwierzakami, zwłaszcza córka, więc podejrzewam, że prędzej czy później będę musiała się złamać i podarować im jakiegoś zwierzaka, ale odciągam to w czasie, nie spieszy mi się. Wiem, że jak na razie to będzie kolejny obowiązek dla mnie a oni tylko z doskoku, a wolałabym, żeby rozumieli, że to nie tylko pluszak do zabawy.

#30 ZWIERZĄTKA C.D.

Zwierzątka wolę w formie mięsa na talerzu (spokojnie nie mam na myśli psów czy kotów), ale po prostu jestem mięsożerna. Sęk w tym, że mało we mnie empatii, nie ruszają mnie filmiki z uboju świń, itp. Mięso uwielbiam i koniec. Co więcej, myślę, że kiedyś będę miała futro, a i tak największymi przyjaciółmi kobiety są diamenty :)

Tym optymistycznym akcentem kończę ten przydługi wpis. Miałam wielką frajdę podczas jego pisania, ale ręka mi zadrżała przy przycisku „opublikuj”. Mam nadzieję, że spotka się on raczej z pozytywnymi reakcjami i będzie dla was zaskoczeniem. Teraz możecie powiedzieć, że już mnie znacie! Pozdrawiam :*

Mooj Concept

 Foto


ABOUT THE AUTHOR

Basia

Część, jestem Basia, samozwańcza projektantka wnętrz z ogromną pasją i nieskromną wiedzą teoretyczną. Projektowanie dla ludzi nie jest moim priorytetem. Zależy mi na tym, żeby Mooj Concept inspirował, uczył i zachęcał do samodzielnego kreowania własnych czterech kątów. Zapraszam do mooj'ego concept'u na design.