Up
5 błędów (1)Urządzenie wnętrz to nie czarna magia, ale ludzie lubią komplikować sobie życie, robiąc z fajnej zabawy żmudną pracę. Nie zliczę, ile razy widziałam zrezygnowanych ludzi chodzących po sklepach z wyposażeniem wnętrz, z opadniętymi rękami i powtarzającymi jak mantrę „tego jest za dużo, ja już nie wiem co mam wybrać” albo (o zgrozo) „kiedyś to było dobrze, każdy miał swój przydział na jedną umywalkę, jedna wannę i problem z głowy”. Mam nadzieję, że wam nie muszę tłumaczyć, że żyjemy w idealnych czasach a możliwość wyboru można postrzegać tylko jako zaletę! Aczkolwiek mogę zrozumieć tych, którzy nie mają jeszcze określonego stylu to, że ich może przytłaczać mnogość alternatyw. Ale nie martwcie się, to dla was między innymi jest ten artykuł, zwłaszcza ostatni jego punkt.

#1 Polak ekspertem od wszystkiego
Na bank znacie powiedzenie „Polak potrafi”, uważa się to za naszą cechę narodową, ja niestety twierdzę, że to nasze przekleństwo. Zwłaszcza nasi kochani mężczyźni są przeświadczeni o swojej wszechwiedzy i mają swoje racje na każdy temat, od sztuki po fizykę kwantową. Każdy z nich musi być bohaterem w swoim domu a później efekty są opłakane, i wcale nie chodzi o to, że nie potrafią (chociaż to też się często zdarza), ale robią wszystko po łebkach, bo zwyczajnie nie mają na nic czasu. W dzień normalnie pracują a po godzinach lub w weekendy biorą się za remonty w domu i rezultat jest taki, że albo wychodzą w świetle dziennym „kwiatki” typu tu coś odstaje itp albo remont staje się never ending story.
Rozwiązanie:
Jest bardzo proste, niech każdy zajmie się tym na czym naprawdę się zna, czyli murarz murowaniem, tynkarz tynkowaniem, projektant projektowaniem, itd. Zaraz podniesie się wrzawa, że nie każdego na to stać i inne bla bla. No to pomyślcie sobie czy stać was na poprawki, na to, żeby remont ciągnął się w nieskończoność (zwłaszcza jeśli macie wzięty na niego kredyt), czy chcecie przez następne lata patrzeć się na jakieś niedoróbki, czy macie czas na latanie po tysiącach sklepach a i tak stwierdzić, że wiecie że nic nie wiecie i najważniejsze czy chcecie się codziennie budzić z żalem, że można to było lepiej zrobić i cholera tyle kasy na to poszło a nie sprawdza się??!

#2 Wizja
Problemem jest oczywiście brak wizji całego wnętrza/mieszkania. Oddajemy się kompulsywnym zakupom, bo coś się nagle spodobało, bo była promocja, bo koleżanka tak ma i ja tak chce. Później wszystko jest bez składu i ładu, każdy pokój z innej parafii a to, że coś się sprawdziło u koleżanki nie koniecznie będzie pasować u nas.
Rozwiązanie:
Najprostsza rada to zatrudnić projektanta wnętrz, który usystematyzuje nasze wszystkie zachcianki, sprawi, że będzie to miało ręce i nogi a najważniejsze uświadomi, że u koleżanki ciemne meble nie przeszkadzają, bo ona ma 200m2 a na waszych 40 metrach będzie to wyglądało klaustrofobicznie.
Jeśli sami zajmujecie się urządzeniem wnętrz to pamiętajcie o zasadzie 3xP, czyli Pożyteczność (funkcjonalność), Prostota, Piękno i to w takiej kolejności! Najważniejsza jest funkcja wnętrza, czyli skupcie się na jego projekcie, zastanówcie co będziecie w nim robić, do czego wykorzystywać. Prostota to znaczy nie kombinujcie, nie uskuteczniajcie wszystkich swoich genialnych pomysłów na jednym metrze kwadratowym, wybierzcie powiedzmy tylko te trzy najlepsze, żeby nie przedobrzyć. I piękno (na które składają się również powyższe zasady, o ile będą spełnione), czyli to na czym nam najbardziej zależy – żeby było super. Jednak, żeby tak się stało musi być wizja całościowa, więc planujcie każdy zakup, obmyślajcie na tysiące sposobów dany wystrój, bawcie się połączeniami faktur i kolorów. Bardzo pomocne jest przy tym tworzenie moodboardów, czyli tablic nastrojów, ale szerzej o tym innym razem.

#3 Komplet
Relikt lat osiemdziesiątych, czyli kupowanie wszystkiego jak leci z kompletu z katalogu. Kto z nas nie miał łóżka, szafy, stolika i szafki nocnej od jednego producenta? Całe szczęście (kto jeszcze nie wie) te czasy już dawno się skończyły, teraz absolutnie jest to w złym guście. Ale podejrzewam, że nie wszyscy wiedzą, że nie tyczy się to wyłącznie mebli.
Rozwiązanie:
Nikt wam nie każe robić drzwi, podłóg i listew w jednym kolorze (o ile każde nie będzie zrobione z innego drewna, wtedy zdecydujcie się już na jedno). To, że w sklepach z glazurą łazienkową są przedstawione ekspozycje to nie znaczy, że macie odwzorować je we własnym mieszkaniu, bawcie się układem płytek. Ba! Łączcie nawet różnych producentów płytek, to samo tyczy się armatury i sanitariatów. W jednym pokoju mogą być różne lampy. Nie wszystkie ściany muszą mieć ten sam kolor i wykończenie. Jest tylko jedna główna zasada, wszystkie te rzeczy muszą mieć wspólny mianownik.

#4 Kolejność
O ile przy budowie domu raczej orientujemy się w jakiej kolejności powinny następować poszczególne etapy budowy, to jak już wchodzimy do wnętrz to nagle mamy zaćmienie i robimy praktycznie błąd za błędem. Kontakty są w bezsensownych miejscach a później wszędzie widać kable albo przedłużacze. Zabierając się za wystrój zaczynamy od wyboru farby do ścian, może to nie jest najgorszy pomysł o ile chcemy mieć wszystkie ściany białe, ale czy wiecie, że odcieni bieli jest aż 23(!) To czemu ograniczać się do śnieżnobiałej, która z resztą można później nie pasować do naszej mlecznobiałej kuchni?!
Rozwiązanie:
Tak naprawdę kwestie elektryki, hydrauliki i innych podłączeń np. gazowych, musimy mieć opanowane już na etapie budowy/remontu domu. Czyli zabierając się za budowanie/wyburzanie powinniśmy już mieć gotowe projekty wnętrz, głównie tyczy się to kuchni i łazienki. W pozostałych pokojach zawsze można na późniejszym etapie przenieść ten jeden włącznik czy grzejnik, ale po co tracić czas i pieniądze na ponowne wzywanie fachowca? Więc znów kłania się dobry kontakt z projektantem wnętrz, który będzie miał już na etapie deweloperskim wizję wnętrza. Może on również doradzić, że może warto byłoby przesunąć daną ścianę i w ten sposób stworzy się wnęka na szafę, itp. Jeśli chodzi o wybór farb w pierwszej kolejności to podejrzewam, że 90% społeczeństwa popełnia ten błąd, także nie zadręczajcie się. Otóż farby wybieramy na samym końcu! Po tym jak już mamy podłogi, kanapy, fotele, zasłony, kuchnię, stół, krzesła, szafy, oświetlenie, dodatki, itd., możemy zabrać się za wybór kolorów do poszczególnych pomieszczeń. Absolutnie nie jestem zwolennikiem jednego koloru w całym mieszkaniu, bo lubię jak każdy pokój jest wyjątkowy, każdy ma inne dodatki, ale wszystko jest ze sobą spokrewnione, także gama kolorystyczna też nie jest mocno zróżnicowana. Chodzi o to, żeby dobierać kolory farb do największych elementów w danym pokoju i jego dodatków, tak żeby całość była spójna. A że odcieni farb mamy 2435(!) to po prostu łatwiej jest to zrobić właśnie w takiej kolejności.
#5 Od Sasa do Lasa
No i tu jest pies pogrzebany, bo przecież nie powiem wam, że obecnie tylko styl skandynawski czy klasyczny jest trendy skoro wam się podoba prowansalski. Na to nie ma złotej rady, ale najgorszy jest styl przeciętny, czyli taki który nic nie wyraża, nie wiadomo kto mieszka w tym wnętrzu, nic nie mówi o jego właścicielu, meble z katalogu, kolory nijakie i zero dodatków.
Rozwiązanie:
Jeśli naprawdę nie wiecie jaki jest wasz styl, to działajcie na zasadzie negacji, czyli przynajmniej określcie co wam się absolutnie nie podoba. Szukajcie inspiracji w Internecie, zapisujcie fotki, które robią na was największe wrażenie i nie muszą to być kompletne wnętrza, może to być tylko jeden czy dwa elementy lub klimat. Nawet to nie musi być ta konkretna rzecz, ale coś na jej wzór. Twórzcie moodboardy, bawcie się różnymi połączeniami i na ich podstawie twórzcie realne wnętrza. Nie bójcie się też połączeń stylów, takie drobne dygresje robią właśnie smaczek, ale postarajcie się, żeby jeden był z nich bardziej dominujący oraz ograniczcie się dwóch konkretnych. Najbezpieczniejsze połączenia to nowoczesne z praktycznie każdym innym, czy to będą lata 60., klasyka czy country, to będą do siebie pasowały o ile będą dla siebie dopełnieniem.
Mam nadzieję, że dałam wam do myślenia. Ciekawa jestem ile z was złapało się za głowę, bo dopuściło się, któregoś z tych grzechów?! A może kilku? Oby te rady uchroniły was od kolejnych pomyłek.


ABOUT THE AUTHOR

Basia

Część, jestem Basia, samozwańcza projektantka wnętrz z ogromną pasją i nieskromną wiedzą teoretyczną. Projektowanie dla ludzi nie jest moim priorytetem. Zależy mi na tym, żeby Mooj Concept inspirował, uczył i zachęcał do samodzielnego kreowania własnych czterech kątów. Zapraszam do mooj'ego concept'u na design.