Up

Czasem coś wisi w powietrzu i nie wiemy jak sobie z tym poradzić. Coś nas uwiera, ale nie wiadomo o co chodzi. Na poprawę humoru, dla odświeżenia pokoju/otoczenia, na spożytkowanie energii – znalazłam mooj sposób – PRZEMEBLOWANIE!

Sobota wieczór, kiepski dzień za mną, bo dzieciaki szaleją, bo młodsza córka za cholerę nie chce wołać siusiu, bo mąż nawet w weekend nie zrobił sobie wolnego od zrzędzenia, bo w domu ciągle meksyk, a ja już cała wariuję, nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. Zabieram się w końcu za sprzątanie, pozbierałam wszędzie walające się zabawki i jadę już na tym odkurzaczu, sypialnia, korytarz, schody, łazienka, pokoje dzieciaków i salon… standard.

Wszystko zaczęło się od pokoju córki, tak niewinnie, przestawiłam tylko skrzynię, na którą notorycznie właziła podczas „usypiania”, i fotel o kilka centymetrów, ale od razu jakoś luźniej się zrobiło. Przyszedł czas na salon, przesunęłam odrobinę kanapę, bo patrzę, że jeszcze jakieś pierdoły-zabawki się tam walają, dawno tego nie robiłam to się też kurz nazbierał. I jak się zaczęło… żeby przesunąć kanapę to musiałam ruszyć dywan, potem szezlong, fotel, drugi dywan, nie wiadomo kiedy podjęłam decyzję, że czas na przemeblowanie!!! Akcja była na tyle szybka i spontaniczna, że nie zdążyłam zrobić fotki „przed”, ale znalazłam na to sposób – małe fotostreszczenie ze strzałkami.

przemeblowanie moojconcept.com

Białe strzałki pokazują gdzie wcześniej znajdowały się meble – fotel i szezlong zamieniły się miejscami a puf stał się przedłużeniem kanapy. Wreszcie po kilku latach przypomniało mi się po co kupiliśmy meble modułowe! Żółte strzałki to dywany – przekręciły się o 90 st. i teraz nie są idealnie symetrycznie, równolegle położone. Ogólnie pokój jest mega nieustawny przez ten słup konstrukcyjny na samym środku i dlatego tak długo nic nie zmieniałam w salonie, bo tam po prostu nie ma wielu możliwości, ale w końcu coś we mnie pękło.

Całość zrobiłam sama, w tajemnicy przed mężem i dzieciakami, zamknęłam drzwi, pogasiłam światła i poszliśmy na kolację. Potem wanna – wyszorować młodocianych, szczotka, pasta i jak nigdy, natychmiast chciały iść spać. Mąż obrobił się wcześniej, więc pierwszy poszedł do salonu, ja za chwilę wchodzę, jak gdyby nigdy nic, nic się nie odzywam (bo przecież i tak jesteśmy pokłóceni), ale już nie mogę się powstrzymać. W końcu on się odzywa „fajnie to wygląda” – HA! ZWYCIĘSTWO! …ale za chwilę dodaje: „zobaczymy czy sprawdzi się w praktyce” (nie byłby sobą, gdyby czegoś nie dowalił), ale i tak jestem happy jak to wyszło. Wyżyłam się, emocje ze mnie zeszły a pokój tylko zyskał na świeżości, coś się zadziało. Sami oceńcie czy wam się podoba, z czystym sercem polecam taką akcję.

DSC_0064 DSC_0070 DSC_0071 DSC_0073 DSC_0074 DSC_0075 DSC_0076 DSC_0077 DSC_0079 DSC_0083 DSC_0082 DSC_0081 DSC_0067


ABOUT THE AUTHOR

Basia

<p>Część, jestem Basia, samozwańcza projektantka wnętrz z ogromną pasją i nieskromną wiedzą teoretyczną. Projektowanie dla ludzi nie jest moim priorytetem. Zależy mi na tym, żeby Mooj Concept inspirował, uczył i zachęcał do samodzielnego kreowania własnych czterech kątów.<br /> Zapraszam do mooj’ego concept’u na design.</p>