Up

Dziś kolejna odsłona naszego nowego balkonu/tarasu, a dokładniej tylko jednego jego elementu. Znów pokusiłam się o nowy projekt z serii DIY, ale tym razem jest jeszcze lepiej, bo dałam nowe życie! Ta wiklinowa skrzynia (bo o niej mowa) stała już w moim nastoletnim pokoju, później u mojej córki a teraz powędrowała na zewnątrz … i muszę przyznać, że nigdy nie wyglądała lepiej.

Kiedy w tym roku kupiliśmy nowe meble na nasz taras, okazało się, że stolik kawowy od kompletu jest niedostępny, ale i tak stwierdziliśmy, że jego wymiary by nam nie pasowały. No i zaczęło się szukanie i kombinowanie, jaki stolik by tu dobrać. Przeszukałam pół internetu i zawsze było jakieś „ale”. I wtedy olśniło mnie, że przecież mamy taki „stolik” w domu, który idealnie nadaje się wymiarowo i jest „za darmo”. Ta skrzynia już jest tak stara, że jej cena dawno się zamortyzowała! Ciężko mi powiedzieć po ile obecnie chodzą takie skrzynie wiklinowe, ale mogę się założyć, że jeszcze wiele z was ma podobne u siebie w domu. Ja swojej już dawno chciałam się pozbyć, ale mam taką przypadłość, że zawsze myślę sobie „nie wyrzucaj – wykorzystaj”. Jednak opłacało się pomęczyć nią oczy w pokoju córki, bo przyznaję, że do niczego ona tam nie pasowała, no ale była. A teraz wymagała po prostu trochę miłości, żeby stała się piękniejsza niż kiedykolwiek.

Jest to projekt DIY, ale przyznam, że nie dla każdego ten opis będzie pomocny. Traktujcie to raczej jako inspirację do waszych przeróbek wiklinowych mebli, bo uważam, że pomalowana wiklina wygląda naprawdę dużo ciekawiej niż ta surowa. Czemu opis nie będzie pomocny? Po pierwsze nie ma tu żadnej filozofii – bierzesz spray i malujesz. O samych zasadach malowaniem sprayem napisałam już wpis, więc zajrzyjcie tu. Problem w tym, że tym razem nie użyłam farby w sprayu, tylko zwykłej farby (tej samej co przy projekcie donicy), tylko rozcieńczonej i nakładałam ją natryskowo sprężarką. Czemu nie puszka? Bo po pierwsze powierzchnia malowania jest zbyt duża i podejrzewam, że byłoby to po prostu mało ekonomiczne a po drugie zależało mi na konkretnym kolorze, dlatego wybrałam farbę z mieszalnika. Ale przy malowaniu wikliny forma farby w sprayu jest konieczna! To jedyny sposób na równomierne pokrycie wszystkich zakamarków i to bez zacieków.

20150718_185750120150718_195353 20150718_200000 20150718_200052 20150718_200636 20150718_201459 20150718_202230 20150718_203643

P.S. Zdjęcia nie są najwyższych lotów, ale musiałam robić je z dużej odległości, ponieważ farba bardzo mocno pyliła, więc nie dałam rady podejść bliżej.

Efekt końcowy pokażę już na tarasie, ale już teraz widzicie jak to mniej więcej wyszło. Chociaż tu farba jest jeszcze mokra to po 24 godzinach prezentuje się …hmmm? No właśnie, co o tym myślisz?

Mooj Concept


ABOUT THE AUTHOR

Basia

Część, jestem Basia, samozwańcza projektantka wnętrz z ogromną pasją i nieskromną wiedzą teoretyczną. Projektowanie dla ludzi nie jest moim priorytetem. Zależy mi na tym, żeby Mooj Concept inspirował, uczył i zachęcał do samodzielnego kreowania własnych czterech kątów. Zapraszam do mooj'ego concept'u na design.

  • Jurek

    Hmmm no zapowiada się ciekawie, na pewno już nie tak przestarzale, bo z tym kojarzy mi się wiklina :P Pytanko: ile warstw farby nałożyłaś?

    • Dzięki Jurek! Szczerze, to mi też tak kojarzy się wiklina ;) Nałożyliśmy tylko jedną warstwę, ale dość grubą. W zupełności wystarczyła na 100% pokrycie naturalnego koloru.