Up

W naszej rodzinie mamy dość tradycyjny podział obowiązków – mąż zarabia a ja wydaję. A tak serio, to ja zajmuję się prowadzeniem domu i całą otoczką. Ale to, że „siedzę w domu” (jak ja nie znoszę tego wyrażenia) to nie znaczy, że to lubię, więc ułatwiam sobie życie na każdym kroku. Chcecie wiedzieć jak?

 Jednym z podstawowych czynności w obowiązkach domowych jest pranie i o ile nie musimy już prać ręcznie w rzece tylko mamy do dyspozycji wypasione pralki z milionem funkcji, to jednak ta sztuka mimo udogodnień nie jest tak prosta jak się wydaje (panowie!). Przyznaję, że mam jedną z lepszych pralek, ale szczerze mówiąc, to wykorzystuję jej możliwości chyba w 50%. Bo o ile opcje dostosowane do rodzaju tkaniny jak najbardziej się nadają i sprawdzają to już „wybór plam” jest kompletnie zbędny, nawet ilość obrotów/min. nie jest tak istotny. Bardzo fajna jest za to automatyka wagowa czy opóźnienie startu, za chwilę wytłumaczę czemu. OK, no to już wiecie mniej więcej na co zwracać uwagę, gdyby przyszło wam kupować nową pralkę. Ale myli się ten, kto myśli że pralka zrobi za nas pranie!

Cały pic polega nie tylko na rozgraniczeniu kolorystycznym ubrań, ale również na tym jak tą naszą wypasioną pralkę ustawić, żeby ułatwić sobie później rozwieszanie i prasowanie, bo to właśnie to ostatnie zjada nam najwięcej wolnego czasu. Kilka miesięcy temu odkryłam super film na Youtubie, którego autorką jest znana Ula Pedantula, rady genialne w swojej prostocie a jak mogą ułatwić życie. Obejrzyjcie koniecznie:

Wszystkie te rady wcieliłam w życie, testowałam na wszelkiej możliwej odzieży i takie są moje wnioski:

  • Zdecydowanie tak dla: nie napełniania całej pralki (ok 70%), ustawienie wirowania na jak najmniejsze (u mnie to 400 obr./min.) i koniecznie trzeba wyjąć pranie jeszcze mokre (tu przydaje się opóźniony start);
  • Zdecydowanie tak, ale dla: strzepywania, ale bez przesady, nie z każdej strony, wystarczy 2 – 3 razy od góry;
  • Koszulki wieszam od góry, klamerkami na ramionach – od dołu materiał się naciąga i deformuje a rękawy zwisają i są pogniecione;
  • Spodnie wieszam za nogawki, bo wtedy zajmują mniej miejsca na sznurku;
  • Delikatne ubrania typu swetry czy bluzki rozwieszam na płasko na suszarce;
  • Bieliznę i skarpetki wieszam parami (normalnie bez klamerek) i po wyschnięciu od razu łączę ze sobą;
  • Zdecydowanie nie dla: nie prasowania ubrań, bo jednak jakieś minimalne zagniecenia zawsze będą a nie lubię rzeczy wymiędolonych jak od Kupisza (taki projektant mody), ale przyznam, że czas samego prasowania jest mega skrócony.

Dobrze rozwieszone ubrania prasuje się dwa razy krócej i nie trzeba używać do tego wielkiej siły, wystarczy nastawić żelazko na parowanie i dość wysoką temperaturę. W zależności od składu tekstylnego odzieży zmieniają się też wymagania prasowania, czym więcej poliestru tym mniej prasowania. Koszulki dzieciaków prasuję tylko z jednej strony (mimo, że to 100% bawełna, ale jakoś lepiej sprawują się po wyschnięciu), t-shirty męża niestety wymagają podwójnego prasowania, ale piorę i prasuję je zawsze na lewej stronie i tak je później składam i układam w szafie a jemu i tak wsio ryba jaki koszulka ma z przodu wzorek, liczy się kolor. Nie prasowania jeansów sobie nie wyobrażam, chociażby dlatego, że prasowanie zmiękcza je i nie są takie sztywne. Jedynie grube dresy, swetry, bluzy czy ręczniki naprawdę nie wymagają prasowania. No i moja największa zmora życiowa – pościel i wreszcie, dzięki tej metodzie pozbyłam się tego problemu, bo po idealnym rozwieszeniu na dwóch sznurkach za oba końce, pościeli nie trzeba prasować… alleluja! Główny sekret tego całego zachodu to rzeczy wyjęte z pralki prosto po zakończeniu prania, w miarę dobrze strzepnięte i rozwieszone a samo prasowanie idzie później jak z płatka.

Nigdy również nie popełniam grzechu „nie uprasowanych ubrań w szafie”. Mam o tyle łatwiej, że moja pralnia, suszarnia i deska do prasowania znajduje się w piwnicy a mieszkamy na piętrze, także zanim cokolwiek trafi do garderoby jest już posegregowane, poskładane i gotowe do założenia. No i nie patrzę się na stertę ubrań do prasowania na co dzień, dopiero jak mi się o tym przypomni, ale szczerze mówiąc mnie prasowanie odpręża. Puszczam sobie wtedy dobrą muzę, nie muszę się martwić, że obudzę dziecko i mam wtedy czas na obmyślanie nowych pomysłów, ale mimo wszystko jest to dość monotonny obowiązek, więc jeśli jest możliwość zhakowania go to jak można nie skorzystać z takiej okazji.

Sprawdźcie sami i przekonajcie się!

xoxo

P.S. Darujcie sobie komentarze typu „ale z ciebie perfekcyjna pani domu”, bo mąż spadnie z krzesła ze śmiechu jak to zobaczy!


ABOUT THE AUTHOR

Basia

Część, jestem Basia, samozwańcza projektantka wnętrz z ogromną pasją i nieskromną wiedzą teoretyczną. Projektowanie dla ludzi nie jest moim priorytetem. Zależy mi na tym, żeby Mooj Concept inspirował, uczył i zachęcał do samodzielnego kreowania własnych czterech kątów. Zapraszam do mooj'ego concept'u na design.